Oto kolejny artykuł z tego typu wpisów, którego żadnego nowego nie było już od 2 lat! Mianowicie, to jest recenzja kolejnej książki, którą niedawno skończyłem czytać, a jest nią "Excel w tydzień. Uwolnij potęgę danych!"! Zobacz co sądzę, jakie wpisałem uwagi i najważniejsze, czy opłaca się ją sobie kupić 😀!

CZY KSIĄŻKA "EXCEL W TYDZIEŃ. UWOLNIJ POTĘGĘ DANYCH!" POTRAFI CIĘ FAKTYCZNIE NAUCZYĆ EXCELA W TYDZIEŃ?

Microsoft Excel to program, o którym warto mieć jakieś pojęcie dalej idące, niż tylko wpisywanie danych do komórek tabeli, choćby z uwagi na konieczność posługiwania się nim w wielu ofertach pracy, nawet jako konsultant ℹ️. Jednak dziwi mnie przez wiele lat, że pracodawcy nie promują darmowych odpowiedników, takich jak LibreOffice czy OpenOffice (i nie dotyczy to tylko tego programu), mając jednak cichą nadzieję, że tu chodzi jedynie o największe możliwości jakie może przynosić Microsoft, a nie jakieś szpanowanie ("inne firmy tak robią, to co, mamy być gorsi?!" 😏).

To nie miejsce na moje opinie o tym, jak powinno być na rynku, a nie jest, więc przejdźmy do rzeczy. Tylko zanim zacznę pisać o książce, ta sama klauzula jak co artykuł tego typu 🙂:

Recenzując książkę autorstwa Pana Mateusza Borygi i prezentując swoje zdanie na jej temat, nie leżało w mojej intencji żadne złośliwe wytykanie błędów. Jedynym celem publikacji recenzji było przedstawienie swojej opinii oraz sprostowanie pewnych przytoczonych treści, aby ewentualne ponowne wydanie książki było pozbawione wskazanych błędów, jeśli faktycznie takimi są (bo sam mogę się mylić!).

Już. Przechodzimy do opinii 👍.

Tak "ogółem"

Tytuł bardzo pozytywnie mnie zaskoczył 💪. Książka jest chudziutka (bowiem ma jedynie 135 stron), a jest bardzo treściwa i ciekawie napisana - tak, że aż chce się dalej iść z tematami i poznawać nowe tajniki Excela, choć widać, że dla autora to chleb powszedni 🥖. Pewnie taki sam chleb jak dla mnie, programisty, korzystanie z biblioteki LINQ do języka C# - jest to prosta rzecz, a wielu programistów o niej nie wie i trzeba się "jedynie" od kogoś o niej dowiedzieć, bo nie powiedzą o tym w szkołach 😕.

Tak jest właśnie z książką "Excel w tydzień. Uwolnij potęgę danych!" 💯. Autor bardzo dobrze prezentuje zagadnienia idąc od jednego tematu do drugiego w oparciu o kreatywne rysunki (jeden z nich nawet posiada góralski tytuł 😆) oraz o proste przykłady ✅. Tu nie ma żadnych zadań typu "pomyśl sam", tylko jest przedstawienie problemu, opis krok po kroku co i jak należy rozumieć oraz prowadzenie za rękę 👋. Zostało napisane przez autora, że chce w ten sposób walczyć z opiniami, że "Excel to skomplikowana rzecz" i przyznaję, że mu się to udaje 👍. Także duży plus za konkrety i szybkie przechodzenie od jednego tematu do drugiego 🌟!

Spodobał mi się również język jakim autor się posługuje 👅. Treść nie jest tak formalna, jak to ma zwyczaj w literaturze, tylko napisana w takim luźnym "ziomalskim" stylu, dzięki czemu czyta się ją jeszcze przyjemniej ❤️. Można go porównać do pogawędki ze znajomymi przy browarze 🍻.

Tak brzmi mój ogólny odbiór tej książki, a jak chcesz poznać szczegóły w oparciu o dokładne cytaty, to zapraszam do dalszej części. Oczywiście na samym końcu jest odpowiedź na palące pytanie czy jest na tyle dobra, żeby ją sobie kupić 🔥, więc śmiało schodź na sam dół, jeśli tylko to chcesz wiedzieć 🙂.

Uwagi do treści książki

Druga część recenzji "Excel w tydzień. Uwolnij potęgę danych!" to zestaw uwag wraz z moim komentarzem, a także (wyjątkowo!) wyjaśnienie autorowi pewnej sprawy na deser 🧁. Zaczniemy od uwag.

Brak uprzedzenia w przypadku korzystania z wersji online

Za pierwszym razem przerabiałem przykłady zadań używając wersji online Microsoft 365 Copilot (próbna), myśląc że będę mógł uniknąć instalowania całego pakietu na PC. Po zakończeniu książki, zbierając wszystkie różnice w całość, przekonałem się że część opcji:

  1. posiada zmienione nazwy w porównaniu do wersji stacjonarnej (standalone):
    1. "Zlicz", zamiast "Licznik" (str. 17),
    2. "Tekst", zamiast "Tekstowe" (str. 57),
    3. "Dzielenie tekstu na kolumny", zamiast "Tekst na kolumny" (str. 82),
    4. "Większe niż...", zamiast "Większe niż lub równe" (str. 99),
    5. "Sortowanie niestandardowe", zamiast "Sortuj" (str. 106),
  2. nie działa w sposób oczekiwany:
    1. "Dane" ➡️ "Filtry" ➡️ "Wyczyść" (po nałożeniu filtra na jedną z kolumn, opcja wciąż nie była dostępna; to akurat nie jest kierowane do twórcy, tylko uprzedzam, że miałem z tym problem),
  3. jest w innych miejscach:
    1. "Narzędzia główne" ➡️ "Znajdź i zamień" (w wersji online, "kryje się" pod listwą z ikoną lupy, str. 79),
  4. nie jest w ogóle dostępna:
    1. "Wstawianie" ➡️ "Tabela" ➡️ "Arkusz kalkulacyjny programu Excel" (str. 38),
    2. "Dane" ➡️ "Tekst na kolumny" (brak okna dialogowego po wybraniu ograniczników, str. 84),
    3. wyskakujące okno z informacjami o aktualnie nałożonym filtrze po najechaniu kursorem myszy (str. 100),
    4. kopiowanie arkuszy przy użyciu skrótu (str. 105),
    5. "Lista niestandardowa" (opcja z listwy "Kolejność" w oknie sortowania, str. 107),
    6. makra (str. 120),
    7. kod źródłowy makr w Visual Basic (str. 127).

To, co chcę przekazać to to, że autor mógł nadmienić, że gdy ktoś się zdecyduje na skorzystanie z wersji online Microsoft 365 Copilot, to żeby liczył się z tym, że pewne opcje mogą nosić inne nazwy, być w innym miejscu, a część nawet nie będzie dostępna ℹ️. Wystarczyłaby nawet sama ramka ostrzegawcza na samym początku książki ⚠️. Możliwe, że te ograniczenia pochodzą od wersji próbnej wersji online, a nie samego użycia wersji online - tego już nie mogłem zweryfikować.

Formuła, a użycie funkcji

Zwróciłem uwagę na następujący fragment na str. 53 👇:

"[...] formuła składa się ze znaku =, nazwy funkcji i argumentów [...]"

a dwie strony wcześniej (str. 51) było jasno określone, żeby nie mieszać ze sobą formuły i funkcji 🔔. Według jego treści, formuła "niekoniecznie zawiera w sobie funkcje", a funkcja to "osobny byt wykonujący pewną czynność" (przy okazji dopisałbym do zdania, że zwraca wartość, bo funkcje użyte w przykładach konwertują nam dane wejściowe na inną postać 💡). W powyższym zdaniu jest już połączenie jednego z drugim ℹ️.

To samo zaobserwowałem na str. 75 w części "Schemat każdej formuły". Tam też jest pokazanie wzoru sugerującego, że każda, ale to każda formuła, korzysta z funkcji. A przecież formułą może być np. przemnożenie wartości wierszy pochodzących z dwóch różnych kolumn i nie potrzeba funkcji (zgodnie z rozróżnieniem na str. 51) 🙂.

Rozumiem dlaczego funkcja nazywa się "ORAZ"

To będzie wyjątkowo wyjaśnienie w stronę autora, niż uwaga. Na str. 74 jest komentarz ze strony autora dlaczego polskie tłumaczenie nadało nazwę funkcji do operacji koniunkcji "ORAZ", zamiast "I" (w książce operacja została określona jako "i"), podczas gdy dla alternatywy przypisano nazwę "LUB" i to nie budziło zastrzeżeń, bo w książce zostało to określone tak samo.

Panie Mateuszu, jeżeli będzie Pan to czytał, to przedstawiam swoje wytłumaczenie jako programista dlaczego moim zdaniem ta funkcja została nazwana tak, a nie inaczej 👇.

Gdy programista definiuje sobie stos funkcji o różnych nazwach, prawdopodobnie będzie mieć w zanadrzu mnóstwo sztuk zaczynających się na literę 'I'. Mógłby mieć dla przykładu:

  • ILORAZ,
  • ILOCZYN,
  • INDEKS.ELEMENTU.W.TABLICY.

I tak dalej. Te nazwy wskazują jednoznacznie na ich zastosowanie na tyle, że gdybyśmy przeglądali stos różnych funkcji niczym w książce telefonicznej ☎️, to bylibyśmy w stanie od razu wydedukować do czego one służą, bez zatrzymywania się na moment pojawienia się okienka z opisem 💬. W momencie, gdyby pojawiła się znienacka funkcja "I", to na pierwszy rzut oka nikt nie miałby pojęcia o co chodzi - ani użytkownik, ani inni programiści w zespole ❓. Może to literówka? Może ktoś rozpoczął wpisywać nazwę, lecz coś rozproszyło uwagę i ta osoba przeszła dalej, nie zauważając pomyłki 🤔?

Stąd, patrząc na Pański komentarz, widzę właśnie takie uzasadnienie, dlaczego w polskim tłumaczeniu koniunkcję nazwano jako "ORAZ" - żeby przeglądając inne funkcje rozpoczynające się na 'I', na 'O' czy na inną dowolną literę, użytkownik nie wpadł w konsternację i nie uznał jej za funkcję obcego zastosowania, tylko dlatego, że nazwa wygląda odstraszająco 📝.

Excel akurat ma wszystkie funkcje podzielone na kategorie, więc gdyby taką funkcję "I" wpakować do kategorii logicznych, to pewnie nikt by nie miał problemów ze zrozumieniem ✅. Ja jednak patrząc na to jak programista, nigdy nie nazwałbym funkcji w taki sposób i wstawiłbym już prędzej "ORAZ", które mówi mi dużo więcej niż jedna litera 🔍.

Czy książka jest warta zakupu?

Absolutnie 🧨! Jeżeli szukasz książki o Excelu, którą szybko da się oblecieć, a jednocześnie chcesz posiąść jak najwięcej wiedzy, to tytuł "Excel w tydzień. Uwolnij potęgę danych!" powinien całkowicie spełnić Twoje oczekiwania!

"Excel w tydzień. Uwolnij potęgę danych!"

"Excel w tydzień. Uwolnij potęgę danych!" Mateusza Borygi, jest niewielka, a zarazem zawierająca w sobie dużą porcję cennej wiedzy. Gdy potrzebujesz podszkolić się w szybkim tempie z Excela, ten tytuł może być dla Ciebie dobrym wyborem!


Z mojej strony to tyle 😊!

PODOBNE ARTYKUŁY