ZWROTKA I:

Złośliwość, dokuczliwość jest nie do wytrzymania
Inni lubią, inni tępią, znowu podzielone zdania
Krytyka swoich wrogów kiedy ona nie działa
Gnojek prowokuje żeby wina była znana
Potem zwali na ofiarę, "proszę pani, on mnie bije!"
Zgrywa siedem nieszczęść by odciągnąć podejrzenie
Teren czysty, znów kozaczy jeszcze ze swymi kumplami
By przetrzepać solidnie, pyskacz surowo karany
Do tego dołoży ploty, że seksualnie się przestawił
Teraz przesranka na maksa, każdy może się nim bawić
Najlepiej oceniać człowieka po pozorach
Nikt się nie pofatyguje z innej strony się przyglądać
Przestępstwo w lokalnym składzie, to znaczy w jednej klasie
Nikt tu wsparcia nie pokaże, kto obroni to przyjaciel
Słyszy znów pretensje, raz kolejny czuje presję
Jak dzwonek na szkolną lekcję, to wprowadza w paranoję
Reszta klasy też poniży, przez nich oni też zaklęci
Pozostawią go samego w środku tłumów obojętnych
Czemu młodzieżowe kurwy nie mogą trafić za kraty?
Przyszedł czas ściągnąć kurtyny chowające zbrodni ślady

REFREN:

Gdzie nie spojrzę w korytarze, pierdolona fala hejtu
Poniżają i tratują jak handlarze niewolników
Zgłoszenia do dyrekcji tylko zaostrzą cierpienie
Pogrożą jedynie palcem zostawiając Cię z problemem
Reakcja opóźniona, a gdzie oni byli wtedy?
Bezpodstawne oskarżenia znowu Ci narobią biedy
Gdy spokoju nie daje, nie czekaj na cuda wianki
Wypierdol mu solidnie by zobaczył wszystkie gwiazdy

ZWROTKA II:

Następnego dnia widzę znowu tych skurwieli
Którzy raz kolejny na młodego się uwzięli
Awanturę wszczęli, przebieg dyskusji raczej krótki
Po tygodniu dostał miano klasowej prostytutki
Zabawa w paparazzi, filmowanie i focenie
Przykonfidencić równo to się w naszych szkołach dzieje
Reszta przytakuje, liże dupę, debatuje
Już sprzedaży chętkę czuje, smartfona znów wyjmuje
Dzieciak myśli sobie "Dość!", ucieka z lekcji
Wchodzi po schodach, zmierza prosto do dyrekcji
Manipulacja faktem żeby nie wyjść na frajera
Dzieciak znowu w punkcie wyjścia, musi zacząć od zera
Opowieść za wstydliwa, bo lądują nazwiska
Tym bardziej, że ma świadomość, że grupa się lubi ciskać
Grupa cwaniaczków do dyrekcji na dywanik
Tłumaczyć się z incydentu, jak w temacie rozeznani
Po raz enty pierdolnięty farmazony ludziom strzelić
Nic nowego z ich paplania, chcą się znowu wybielić
Taki wiesz, zwykły bełkot, pierdolenie przy refrenie
Nie jesteśmy na komendzie gdzie zeznania są bezcenne
Naściemniać zawsze mogą i czynią to bez ściemy
Prawdziwe kłamstwa w eter lecą, skąd my to wiemy?
Epidemiczny pierdolec w niejednej się zrodził głowie
Jak wścieklizna po herbacie, konsekwencje zapewnione
Klasyczne sceny, jeden wybryk i ze szkoły WON!
Skurwiele wiedzą jak odegrać się za to
Wyjątkowa cierpliwość z ich strony się pojawia
Ostatni dzwonek i z ciemności się wyłania
Tym razem groźby karalne, w roli głównej ostra kosa
"Jeszcze raz tam podkablujesz, a doczekasz życia końca"
I znów kolejne stresy, ciche prośby o zawały
Bohater ma po kokardę, widzi jedno rozwiązanie
Kilka sekund przemyśleń, otwarte okno i wyskok
Urwane klatki z życia i na samym końcu pomrok
Dzieciak poleciał z HUKIEM, rąbnął w ziemię niczym długi
Ze łzami w oczach, bez nadziei na ratunek
Wszyscy wyszli na dziedziniec, publiczność jak w teatrze
Zbiegło się trzy czwarte klasy, być sensacji świadkiem? Zawsze!

ZWROTKA III:

Kombinować trzeba zawsze, ale nie czyimś kosztem
Dla mnie zagranie nieczyste, niszczyć niewinnemu życie
Przyczynić się do tragedii, samemu zacierać ręce
Zobaczyć krew na swej ręce i zamienić się w bestię
Potem to już z górki, żadnych granic, ignorancja
Zwalanie na swoich kumpli by wybronić swoją dupę
Po jego trupie sumienie wręczy rachunek
Znacznie wyższy niż za gaz, nie zrozumie choćby raz
Tego nie pojmuję, nie mogę tego zrozumieć
Torpedując czyjąś psychę, konsekwencji smak nie odczuć
Reszta oczywiście smuteczki na twarzach
Sumienie ruszyło, jak mogli się tak zachowywać?
Jesteście z siebie dumni? Popierdoleńcy durni?
O to Wam chodziło? Zrobić krzywdę z byle kłótni?
I ja się pytam "za co?" musiał trafić do cmentarza?
Bo nudno było w szkole? Zwyczaj Wasz ludzi powalać?
Znam takich jak Wy, serce nigdy Was nie rusza
Fizyczna konfrontacja do niczego Was nie zmusza
Takimi ludźmi gardzę, bo toczą swe podboje
Nawet zepchnąć Was ze schodów, to i tak zrobicie swoje
Tym stwierdzeniem kończę wywód na temat schematu śmierci
Trochę prawdy, trochę śmieci, ale do myślenia daje, wierz mi

14665
DzisiajDzisiaj10
WczorajWczoraj49
TydzieńTydzień329
MiesiącMiesiąc800