REFREN:

Na zegarze osiemnasty, czas na nowy kąt patrzenia
Inny świat, inna ścieżka, inne na wierzch przemyślenia
Ani myślę o urlopie, ja dopiero się rozkręcam
Do elity zmierzam, swą historię streszczam
Muzy na kołek nie wieszam, ja tu zawsze coś podpowiem
Zamiast pierdzieć w stołek wolę układać historię
Wolę wylewać żale niż setki tysiące łez
Nastrój muzyki wskazuje jakie moje życie jest

ZWROTKA I:

Nie mam zamiaru grać przed wszystkimi jakąś fikcję
O tym się dowiedzcie jakie było moje życie
I jakie jest tu nadal, bo niewiele się tu zmienia
Owszem, rap nagrywam tylko czy ktoś go odsłucha?
Od tego zacznę wątek, od wiecznego poniżania
Ile się słyszało zdania, że jestem ciota jebana
Oczywiście za plecami, bo na front nie mieli jaja
Znienawidzony cienias dostępny do poniżania
Grudzień '16, klimat nie do zapomnienia
Początkowe wersy biegły w eter już do wypuszczenia
Nietypowy w życiu skok, nie dowierzam, taki szok
"Nastolatka Monolog" ma już tutaj pierwszy rok!
Robię znów kolejny krok w stronę unikatowości
Bo mam dosyć bezczynności, co czeka na deszczyk złoty
O hejterstwie teraz mowa, bo już wtedy miał tu miejsce
Spiskowcy szkoły średniej dowiedzieli się kim jestem
"Zwykły Stasiek puszcza muzę? Ja pierdolę, nie dowierzam"
Krzywda nigdy w życiu nie przenosi się bez echa
Nigdy nie zapomnę Waszych przezabawnych spojrzeń
Widać było, że Was ściska, jedyny prawdziwy wniosek
Oczywiście jak to u mnie, udawali, że nic nie ma
Cała klasa wiedziała, tajemnica poliszynela
Jakby ktoś się dopytywał, czasy "Ktoś zupełnie inny"
Przerwa przed lekcją historii, niezapomniane miny
Dawali do zrozumienia, że to co robię jest śmieszne
Liczyli tylko na to, że marzenia swe przekreślę
A powiedział mi to który z Was kiedykolwiek w twarz?
Nie przypominam sobie, ale w komentarzach tak
W maju zeszłego roku przedstawili swą żałość
Przypruli się o "Tożsamość", z utworów ciągle się śmiali
Jak gdyby nigdy w swym życiu wulgaryzmów nie słuchali
Kulturalni się znaleźli a w kielichach zachlewali
W towarzystwie swoich kumpli, co flachy nie żałowali
Znalazły się świętoszki co bzdury wypisywali
Życzenie śmierci z głodu i negatyw serwowali
Wiadomo, wolą gnoić, bo swą szansę przechlali
Odpierdolka była wcześniej, bity tylko rozzłościły
Ciągłe szumy za plecami, nie miałem już na to siły
Kogoś zupełnie innego szykany dręczyły co dnia
Matura jest zwieńczeniem tego szkolnego więzienia
Własny rap, własna muza, własny tekst, przemyślenia
Inni wolą zmieniać role, ja tożsamość całą zmieniam
Pragnę raz kolejny, tu i teraz głośno rzec
To mój własny świat, widzisz już jak to jest

ZWROTKA II:

Okres wakacyjny równoznaczny z cieżką pracą
Prosty wniosek wyciągnięty, tak się ludzie dziś bogacą
Ciężko jest się przebić przez obecną konkurencję
Rocznik w którym żyję nie pozwala zgarnąć więcej
Niż elita muzyczna, tylko garstka nieliczna
Może mówić o swych wpływach jak osoba publiczna
A mi co zostaje z tego? Rap do siebie samego
Myślisz, że mi ktoś przepuści jeśli pójdę na całego?
Rap obecnie gówno daje, a to jest sprzeczne z planem
Bo są tacy, hit wystarczy i już fanów mają armię
Prosty człowiek nie ma szans by się wbić w pierwsze strony
Ile syzyfowej pracy starczy żeby zebrać plony?
Ciągle same pytania, ciągle zero pojednania
Ciągle to samo hejterstwo depcze moje starania
Wpływowa profanacja, cmentarz to ostatnia stacja
Jak własna manifestacja, chcę tu głosić punkt widzenia
Kumulacja nienawiści nie działa jak Totolotek
Zamiast wielkiej wygranej, ciągła walka jak na wojnie
Jak mam mówić spokojnie? Postępując niegodnie
Przez większość tych konfidentów mam opinię na rejonie
Tak musiałem się użerać, gotów byłem zamknąć pyski
Streszczenie mej genezy czyli sam przeciwko wszystkim
Nie zabronisz mi rapować, tworzę jak mi w sercu gra
W międzyczasie publikując hejter z drugim już się sra
Magiczna opcja "Zablokuj" pozwoliła na spokój
Hejty przestały przypływać, fundowane po kryjomu
To nie są moje czasy, ja się do nich nie przyznaję
Dwudziesty pierwszy wiek jest skazany na porażkę
Niby trzeba lecieć dalej zgodnie z rzeczywistym czasem
Jednak traumy za człowiekiem chodzą ciągle raz za razem
Spróbujesz się poprawić, to się jakiś kutas trafi
A Ciebie z kolei szlag, że Cię znowu sprzedali
Nie chcę bać się realii, przyszłość widoczna w oddali
Zapierdalam właśnie teraz, by się wszyscy obsrali
Takie jest postanowienie, sam zasieję, sam zdobędę
Wolę walczyć z całym światem niż ukrywać swą potrzebę
Nie potrzebuję żadnych akcji, reakcji, kolaboracji
Masowej kooperacji, czy chuj wie jeszcze czego
Nikt mi nie chciał pomóc WTEDY, to i teraz dam se radę
Udowodnię, że bez znajomości można zrobić dużo
Że nie trzeba prezesika, aby stać na fundamentach
Że nie trzeba kasę zbierać, gromadząc ludzkie cierpienia
Oto moje postulaty, własne ścisłe zasady
Póki rdzeń kręgowy cały, ja nie spiszę się na straty
Nie zgadzam się na baty, ja rozsiewam swoją treść
A Ty sobie tutaj siedź, czy naprawdę tego chcesz?

14667
DzisiajDzisiaj12
WczorajWczoraj49
TydzieńTydzień331
MiesiącMiesiąc802