"Nienormalne lata"

ZWROTKA I:

Dzisiejsze technologie nie sprzyjają mej osobie
Niewygodne sytuacje znowu zabierają zdrowie
Pierdolony Facebook darmowym donosicielem
Pokaże profilowe "widzisz? On jest tym frajerem!"
To oni są chorzy, a to ja jestem ten gorszy
Bo zapierdalam ciągle w kręgu nieprzespanych nocy
A te cwele co potrafią, to zalewać się w trupa
I dostaję wciąż po dupie, bo muzycznie się rozwijam
To nie jest żadna zbrodnia, co ja pierwszy publikuję?
Czy przestępstwem jest pracować, czy ja dziecko morduję?
Gówno wiedząc na mój temat znów po cichu chcą oceniać
Ja nie będę się z gnojem w jakimś pociągu przepychać
Jeśli ujdzie im na sucho, znowu ja mam się gotować?
Czy muszę mieć układy, by swe wpływy podbudować?
Czy muszę kogoś zabić, żebyś zaczął mnie szanować?
Czy muszę być mięśniakiem, aby zacząć protestować?
Rzygam już patrzeniem na przeszłości wrogie cienie
Nie dam sobie wmówić jak pracować mam na siebie

REFREN:

Nienormalne lata, a jak mam je nazywać?
Zamiast obiektywnie pomóc, wolą awantury wszczynać
Te czasy już minęły, jakieś ludzkie odruchy
Nie widziałem ich od dawna, cienia autentycznej skruchy
Nagonki, pomówienia, konspiracje, coś podłego
Twierdzisz, że to niemożliwe, a ja widzę co innego
Jeśli do tej pory nie wiesz jak jest odczuwać pogardę
Przekonasz się, że słowa moje znajduję prawdę

ZWROTKA II:

Rocznik dziewiętnasty, hip hop też nie taki sam
On nie daje już nadziei tylko komercyjny szmal
Fakt, że sam nie jestem mistrzem, ale co nieco potrafię
Własny absolutny słuch pomaga wylewać żale
Melancholijny nastrój to domena moich uczuć
Tak już wyszło, trudno, Jason się taki wykluł
Pozostaje mi jedynie Twoją uwagę przykuć
Widzę znów ironię losu to ją wsadzam w środek tekstu
Nagrywać rap bez ściem, walczę ciągle ze złem
Czaić się jak Enderman, to są kurwy fałszywe
Bez ustanki za plecami słyszę epitety krzywe
Życie mnoży to przez zero, nie opłaca się wysiłek
Co mnie to chuj boli, że na rap minęły czasy?
Co ja na to poradzę, że już dziewiętnasty mamy?
Co ja mam, cofnąć się w czasie by przestało to już dziwić?
Ja nie jestem cudotwórcą kurwa, przestań mordę krzywić!

ZWROTKA III:

Nie zamierzam się łasić żeby szybko się wzbogacić
Nie polecam się w to bawić, tu szacunku się pozbawisz
Prawda jest jedna, czy z muzyką, czy bez
Zawsze będą te spojrzenia, prawdziwy życiowy test
Znowu obraźliwy gest w moją stronę poleci
Ja zostawię spojrzenie, Jason widzi co się święci
Przepierdzielić noc, żeby chwycić za mikrofon
W recytacji salwy słów, które nie trafią do nikogo
Taka moja natura, lenię się? Totalna bzdura
Stres upierdliwie koło serca ciągle czuwa
Jakaś receptura już od lat na wagę złota
Nie mogę się tego pozbyć jak rzep psiego ogona
A ja cierpliwie czekam kiedy mi się to wywlecze
Kiedy zaczną się pruć, że mi nigdy to wyjdzie
Co ma być to będzie, z pewnością kiedyś przyjdzie
Póki co, stoję na nogach, by polepszać swoje życie
Pragnę być na szczycie nawet jeśli bardzo wcześnie
Bierzesz mnie za szaleńca? Tak szybko jest możliwe
Patrzę w Internet codziennie, wszystko widać gołym okiem
Nie chcę sam doświadczyć tego, żeby to wyszło bokiem

38298
Dzisiaj / TodayDzisiaj / Today34
Wczoraj / YesterdayWczoraj / Yesterday80
Tydzień / WeekTydzień / Week34
Miesiąc / MonthMiesiąc / Month2136